Misja w krainie czarów

To Afryka! My tu jesteśmy silni. Tańczymy z mocą i modlimy się z mocą – słyszę w Nigerii. Doświadczam tego na własnej skórze.

Reklama

W hotelowym pokoju w Lagos o trzeciej nad ranem brak wody. Czas przygotować się do powrotu po dniach spędzonych w położonej w buszu wsi Uduophori. Tam pośród soczystej zieleni i mulistych lepianek ludzie nie skąpią uśmiechu. W Lagos jest inaczej. Ponad 20 milionów mieszkańców, warkot silników, wrzeszczący na siebie mężczyźni, kobiety i dzieci uciekające spod kół. Opuszczam Lagos bez żalu. Z wioski odjeżdżałem z wdzięcznością..

Ludzie wody

Ludzie machają rękami, gdy na motorach wjeżdżamy do wsi. – Jesteś tu drugim białym – mówi brat Damian, jeden z trzech Misjonarzy Pokoju, mieszkających w Uduophori. Nazywają go reverent – wielebny. Głosi słowo, naucza, błogosławi domy, wygania złe duchy. Dla mieszkańców Uduophori pewne praktyki są czymś naturalnym.

Piąta trzydzieści rano. Cykady, ciemno, brak światła. Rozpoczyna się nabożeństwo przy świecach. Przedtem Różaniec. Śpiewają silnymi głosami. – Kocham tych ludzi – wyznaje Damian. Pozostali bracia to Kelvin, królewski syn z ludu Ibo, i Raphael, filozof z motyką w ręku. Ich dom nie wyróżnia się od pozostałych. Otwarty dla wszystkich. Ktoś przyprowadzi dzieci, ktoś zostanie na posiłek. – Chcemy, jak Karol de Foucauld, żyć prosto ze wszystkimi – mówią bracia. Wyglądają na szczęśliwych. W Nigerii jest ponad 1600 grup etnicznych. Ibo (na wschodzie), Hausa (na północy) i Joruba (na południu) to te największe. Ci z Uduophori to Orobo. Około 16 tys. mieszkańców. – Oficjalnie, ale czy widzisz tu tylu? – zagaduje Damian. Mówi się o nich „ludzie wody”. Tutejsze tereny w 70 proc. pokrywają odnogi Nigru.

Sąsiednie wioski to Ograbene, Ebedebri, Bargolo, Bomadi. To tam są studnie, sfinansowane ze zbiórki „Małego Gościa”. W Uduophori powstała też przetwórnia. Woda jest rozprowadzana w półlitrowych foliowych workach. Nareszcie czysta. To tereny bogate w ropę, a jej eksploatacja nie idzie w parze z troską o stan rzeki. – Potem ludzie piją tę wodę, kąpią się w niej, chorują, umierają. Wskaźnik umieralności dzieci jest tu największy w całym kraju – mówi Damian. Ekonomicznie południe Nigerii też jest wyzyskiwane. – Zyski z ropy czerpie garstka grubych ryb z islamskiej północy – zauważa bp Hiacynt z Bomadi. 7 czerwca poświęcił przetwórnię. Mówił o wodzie, która zamienia się w wino. Barwnym korowodem przeszliśmy przez wieś. Skwar, śpiew, kolorowe parasole. – To pierwszy projekt doprowadzony w tej wsi do końca – cieszy się brat Damian, inicjator. Co prawda ktoś zdążył już zatruć wodę w jednym ze zbiorników. Trzeba było wypompować. Potrzebne będą dodatkowe zabezpieczenia. – Ludzie mówią, że to kapłani dżu-dżu. Lokalny kult, czarna magia. Niedawno widziano trzech, jak szli w kierunku naszego domu. Coś „czarowali”. Tu wciąż jest wielu wyznawców religii tradycyjnych. I wiele sekt – tłumaczy mi Damian. Dodaje, że katolicy to zaledwie 27 tys. osób z 2,7 mln mieszkańców całego wikariatu Bomadi. Wieczorem wychodzę na drogę. Spotykam dziewczęta z wioski. Słyszę bębny, krzyki i śpiewy. – To od anglikanów. Przez całą noc będą wyganiać demony. My tam nie idziemy – mówi Gloria. W domu dowiaduję się, że i nad Glorią bracia modlą się od jakiegoś czasu. Jej ciało się wtedy wykręca, a ona sama rzuca się i krzyczy zmienionym głosem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 31 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9