Miłość jest pomysłowa

Była wierna i odważna. Jej ewangeliczny radykalizm u jednych budził szacunek, u innych złość i lęk. Catherine Doherty była jedną z tych kobiet, dzięki którym Kościół wciąż się odnawia.

Reklama

Jeśli się jest zakochanym w Bogu, musi się być zakochanym w ludziach – mówiła Catherine Doherty, rosyjska baronowa, która dobrowolnie mieszkała wśród nędzarzy Toronto, Chicago, Nowego Jorku. Jej miłość była radykalna. Z miłości do Chrystusa chciała zawisnąć po drugiej stronie Jego krzyża. Z miłości do ludzi porzuciła dostatnie życie, by opatrywać rany Chrystusa w innych ludziach. Jej radykalizm zawstydza i wzbudza szacunek. Wtedy, w latach 20. i 30. ubiegłego wieku, w USA wzbudzał też złość i nienawiść. „Oni cię nienawidzą, bo robisz to, co oni sami powinni robić” – mówił o „dobrych” katolikach, świeckich i księżach, jej spowiednik o. Carr. Ona rozumiała, że Kościół musi być ubogi i dla ubogich. Żyła tak, jak mówi i pokazuje papież Franciszek, odwołujący się – podobnie jak ona – do życia św. Franciszka z Asyżu. Doherty u kresu swojego długiego, 89-letniego życia patrzyła na nie jak na drogę, po której Bóg, „wziąwszy za rękę, prowadził krok po kroku, wskazując na potrzeby Kościoła, zanim się jeszcze ujawniły”.

Sprzedaj wszystko...

Życie Jekatieriny Fiodorownej Kołyszkiny de Hueck Doherty, bo tak brzmiało jej pełne nazwisko, dzieliło się na czas przed rokiem 1921 i po nim. Wtedy to wraz z mężem Borisem Hueckiem, którego poślubiła jako 16-latka, wylądowała w Kanadzie. Miała wówczas 25 lat (urodziła się w 1896 r.), a za sobą szczęśliwe dzieciństwo w prawosławnej, arystokratycznej rodzinie oraz tragiczne doświadczenia I wojny światowej i rewolucji bolszewickiej. Doświadczenia pielęgniarki z frontu, a następnie głód naznaczyły ją na całe życie.

Z głodu umierała w Petersburgu, a potem w rodzinnym majątku w Finlandii, gdzie na taką śmierć skazali Hue- cków chłopi, którzy przeszli na stronę komunistów. Z agonii wyrwała ich polityka – sojusz Finlandii z Niemcami. „Zanim zabrano nas na noszach do szpitala, pułkownik przyprowadził kilku wieśniaków i zapytał Borisa: – Którzy z tych ludzi skazali państwa na śmierć i bili pana żonę po twarzy? Patrząc wprost w oczy człowieka, który był najbardziej odpowiedzialny za to, jak nas traktowano, Boris odpowiedział: – Nie pamiętam. Myślę, że to był największy akt przebaczenia, jaki w życiu widziałam: Boris potrafił przebaczyć komuś, kto maltretował jego żonę” – wspominała. Początki życia na emigracji były bardzo trudne. Jednak inteligencja i energia Catherine sprawiły, że od pracy kelnerki i służącej dość szybko doszła do stanowiska prelegentki. Jej zarobki skoczyły z 7 dolarów tygodniowo do 20 tys. dolarów rocznie. Znów była bogata. W tym czasie w gruzach legło jej małżeństwo – kilka lat później jako katoliczka otrzymała orzeczenie o jego nieważności (na katolicyzm przeszła w 1919 roku). Ale w jej życiu zaczęło się dziać coś jeszcze. Dręczyło ją pytanie: czy po to Bóg ją uratował od śmierci, aby stała się „burżujką” w Ameryce? Coraz bardziej natarczywie zaczęły nękać ją słowa Chrystusa: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, (...) przyjdź i chodź za Mną”.

Wyglądało to na bunt

Po rocznym rozeznawaniu powołania, w czym uczestniczył arcybiskup Toronto McNeil, dobrowolnie wyzbyła się wszystkiego i zamieszkała wśród nędzarzy. Stała się jednym z nich. „Zdawałam sobie sprawę, że Kościół potrzebował wtedy – i zawsze potrzebuje – ludzi, którzy są gotowi stać się żebrakami i w ten sposób zjednoczyć się z ubogimi (...) Nie można traktować ubogich paternalistycznie, to znaczy nie można mieszkać gdzie indziej i tylko od czasu do czasu zjawiać się wśród ubogich w celu zorganizowania jakiejś akcji społecznej. Trzeba samemu stać się ubogim” – pisała po latach. Wtedy, w latach 30., wyglądało to na bunt wewnątrz Kościoła. Bo oto osoba świecka, w dodatku kobieta, której radykalne życie Ewangelią z czasem przyciągnęło kilka osób – stworzyła grupę apostolską świeckich Fridenship House (Ośrodek Przyjaźni). To nie mogło się wszystkim podobać. Mimo iż w Kościele była obecna myśl o apostolstwie świeckich, pierwsza encyklika o powszechnym obowiązku apostolstwa Summi pontificatus Piusa XII ukazała się w 1939 r., gdy Doherty miała już w tym względzie kilka lat doświadczeń. Nieustannie wsłuchana w to, co mówi jej Duch Święty, była otwarta na odczytywanie znaków czasu. Na długo przed Soborem Watykańskim II twierdziła, że prawdziwym duchowym pokarmem dla każdego wierzącego jest czytanie Pisma Świętego. Dlatego w czasach, gdy czytanie Biblii przez świeckich było źle widziane, ona wraz z dwoma księżmi prowadziła kursy na temat Pisma Świętego i uczyła liturgii. Mimo wsparcia arcybiskupa Toronto, obrzucana oszczerstwami, musiała opuścić miasto. Ale nie zrezygnowała ze swego powołania, w którym połączyła duchowość wschodnią (prawosławnych pustynników) z zachodnią. Madonna House Zaproszona przez arcybiskupa Nowego Jorku zaczęła pracę w Harlemie, wśród Murzynów. I znów – mając zawsze za podstawę Ewangelię – wiele lat przed pastorem Martinem Lutherem Kingiem walczyła o prawa dla Murzynów. Jeździła z prelekcjami na ten temat po USA, obrywając od zacnych obywateli, katolików – pomidorami, jajkami.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9