Czy wolno mówić o diable?

Przemilczanie rzeczywistości diabła daje mu wolne pole do wszelkiego działania. Demonizowanie to nic innego jak zwątpienie w zwycięstwo Chrystusa.

Reklama

W czasie studiów teologicznych, które ukończyłem 24 lata temu, o diable słyszałem jedynie na wykładzie z angelologii. W ciągu kilku minut wykładowca przedstawił temat upadłych aniołów i przekazał parę podstawowych prawd do zapamiętania. Kilka lat po święceniach kapłańskich w czasie wieczornej modlitwy na rekolekcjach z młodzieżą jedna z osób zaczęła mieć objawy – jak teraz już wiem – zniewolenia demonicznego. W przerażeniu usiłowałem sobie przypomnieć, czy w seminarium ktoś mi powiedział, co powinienem zrobić w tym momencie. Modlić się za nią, wzywać pogotowie, uciec?! Chora psychicznie, niezrównoważona emocjonalnie czy rzeczywiście zniewolona? Czy jej wcześniejsze wizyty u bioenergoterapeuty i wróżek są tego przyczyną, czy należy je zignorować? W diecezji nie było jeszcze egzorcysty, aby się spytać (kto wtedy myślał o telefonach komórkowych!), a literatury na ten temat właściwie nie było.

Skalpelem

Kiedy rok czy dwa lata później zgłosiła się do mnie kobieta z „dziwnym” problemem awersji do rzeczy i osób związanych z sacrum, znowu czułem się zagubiony. Ona błagała mnie o pomoc, a ja – jak tylko zacząłem odmawiać „Zdrowaś, Maryjo” – miałem przed sobą niby tę sama kobietę, a zarazem kogoś, kto wykrzywiał jej twarz i czynił ją pełną agresji i nienawiści. Musiała pojechać do odległego miasta, bo tylko tam był ksiądz egzorcysta. Rok później i w archidiecezji katowickiej został mianowany egzorcysta, a od 8 lat sam pełnię taką posługę. Polega ona najpierw na rozeznawaniu. Po wyeliminowaniu ewentualności problemów natury psychicznej (często przy pomocy psychologa czy psychiatry) moim podstawowym zadaniem jest dotarcie do przyczyn stanu zniewolenia. Bez czego jest bardzo trudno pomóc cierpiącej osobie, a czasem to wręcz niemożliwe. Egzorcyzm jest trochę jak skalpel lekarza – najlepiej, gdy precyzyjnie trafia w „chore miejsce”. Trzeba nazwać po imieniu rzeczywistość z przeszłości, przez którą demony zdobywają prawo do konkretnej osoby. Niestety, wielka jest pomysłowość diabła i nie wystarczy zapytać o świadomy pakt z diabłem w formie cyrografu. Dwa razy w roku na kilkudniowym spotkaniu egzorcystów wspólnie analizujemy wielość różnych zagrożeń duchowych, czyli takich sytuacji czy decyzji, przez które człowiek daje lub może dać demonom prawo do siebie.

W większości związane są one z pierwszym przykazaniem. Wspomina o tym Katechizm Kościoła Katolickiego (zabobon, bałwochwalstwo, magia, wróżbiarstwo i inne). Stykając się z rzeczywistością zagrożeń duchowych, widząc cierpienie osób zniewolonych, siłą rzeczy egzorcyści, i nie tylko oni, starają się przekazać informacje o ewentualnych niebezpieczeństwach. Podejmowanie tych tematów wydaje się naturalną konsekwencją posługi egzorcystów. I tutaj zaczyna się problem. Egzorcyści wiele razy muszą wysłuchać opinii: „przesadzacie”, „demonizujecie”, „to jest ignorancja teologiczna”, „czy jednak nie powinni się takimi rzeczami zająć wyłącznie psychologowie”, „patrzycie na wszystko przez egzorcyzmy”. W moim ulubionym miesięczniku czytałem niedawno „o chrześcijańskiej nerwicy z diabłem w tle” i że obecne mówienie o Złym jest „diabelską odpowiedzią na Jana Pawła II i nauczanie o Bożym miłosierdziu”.

To nie Czerwony Kapturek

Rzecz jasna – wahadło przechyla się w dwie strony. Można nic nie mówić o diable, sugerując jego dezercję i spychając do poziomu wiedzy przed-psychologicznej. Można też widzieć go wszędzie i w najdrobniejszych rzeczach. Obie skrajności są szkodliwe duchowo. Przemilczanie rzeczywistości diabła i sprowadzanie pokusy wyłącznie do naturalnych odruchów daje mu wolne pole do organizowania wszelkiego działania. Demonizowanie to nic innego, jak zwątpienie w zwycięstwo Chrystusa i przekonanie o szatańskiej wszechwładzy. Jak w każdej ważnej rzeczy, i tu można zarówno przesadzić, jak i grzeszyć ignorancją. Być może się mylę, ale mam przeświadczenie, że obecnie wszelkie mówienie o diable i jakiekolwiek rozpoczęcie tematu zagrożeń duchowych w pewnych środowiskach odbierane jest od razu jako demonizowanie! Jakby na wstępie zamykano usta przemawiających. Jeśli ktoś zaprasza mnie z konferencją na temat krzyża, to nie powinien mieć pretensji, że nie powiedziałem nic o wcieleniu. Podobnie, jeśli ktoś pisze artykuł czy wygłasza konferencję o zagrożeniach duchowych, to będzie podejmować ten właśnie temat, a nie inny! Niekoniecznie autor demonizuje. Nie jestem przekonany, że rozwiązaniem jest wyśmiewanie zamiast rzetelnego podjęcia dyskusji. We wspomnianym miesięczniku czytam wypowiedź bardzo cenionego przeze mnie autora na temat rzekomego doszukiwania się wszędzie diabła: „W Harrym Potterze… W innych bajkach też, bo przecież wilk zjadł babcię i potem podszywał się pod nią, oszukując Czerwonego Kapturka, to też był w tym diabeł, prawda? To jest prymitywne myślenie. Nie dajmy się zwariować. Nie jestem entuzjastą Harry’ego Pottera, ale to jest tylko bajka, w której dobro jednak zwycięża”. No cóż, po raz kolejny okazało się, że myślenie egzorcystów jest prymitywne, a Monika, której początek zniewolenia tkwił w fascynacji Harrym Potterem, zapewne traciła u mnie czas na modlitwie i powinna się leczyć. Czy wystarczającym argumentem banalności problemu jest wskazanie na gatunek literacki, jakim jest bajka? Czy stwierdzenie, że coś jest kreskówką, zwalnia nas z czujności? Przecież każdy trzeźwo myślący rodzic wie, że są takie kreskówki i bajki, których nigdy nie pokaże swoim dzieciom! Niepokoi mnie odgórne założenie, że mówienie o diable i wskazywanie na ewentualne zagrożenia jest na pewno niepoważne.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Krystyna
    04.05.2013 15:25
    Bardzo dobry artykul. Bog zaplac.
  • katy
    04.05.2013 21:53
    W pełni zgadzam się z autorem artykułu. Wielokrotnie byłam w sytuacji, kiedy próbowałam komuś wytłumaczyć, że znachorki, bioenergoterapeuci itp. posługują się mocą złego i byłam kompletnie niezrozumiana, a nawet czułam się jak "nawiedzona", która gada głupoty, bo przecielecząż ! W kościele mówi się tylko o tym, że jest to grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu i na tym koniec. Księża nie tłumaczą z czym się to wiąże. I dlatego pół mojej rodziny "katolików" leczy się u znachorki, a mnie i mamę uważają za "nawiedzone".
  • zamieszanie
    05.05.2013 18:32
    Gdzie mieszka Diabeł? http://www.jw.org/pl/ Czy Diabeł jest przyczyną wszystkich cierpień? http://www.jw.org/pl/nauki-biblijne/pytania/
  • tomaszz
    05.05.2013 18:46
    Dziękuję za artykuł. Wiem, że czasem może warto przesadzić niż nie wystarczająco przestrzec, tak jak mówi autor. Ale tylko wtedy kiedy z jakichś powodów nie możemy służyć odbiorcy radą dokładnie taką jakiej potrzebuje. Obyśmy nie wykorzystali tego jako wymówki, by zaniedbać cokolwiek, pójść na łatwiznę.
    Taka przesada, nawet niewielkie wyolbrzymienie, może spowodować, że zniszczymy coś co służyło temu komuś do osiągnięcia dobra. Zamknie mu drogę rozwoju duchowego. Dlatego zawsze, jak mi się wydaje, trzeba przykładać wiele uwagi właściwemu rozeznaniu. A jeśli tego nie można zrobić, to może lepiej w ogóle nic nie mówić, lub przełożyć rozmowę na dogodny czas, niż przesadzić w przestrzeganiu?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6