Znaki wypełnione

Abraham, Zacheusz, św. Augustyn, św. Edyta Stein i… Leszek z Lilą – łączy ich jedno: spotkali Żyjącego.

Reklama

Spotkanie z Żyjącym może przewrócić życie do góry nogami… albo raczej wreszcie na nogi je postawić. Dziwne, ale zawsze wiąże się to z wyruszeniem w drogę. Czasami dosłownie: wędrówka Abrahama – w ciemno, wbrew dobrym radom, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Albo wędrówka Leszka i Lili – także w ciemno, wbrew dobrym radom, wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Genetycznie obciążeni

Dziadek Leszka zakochiwał się w życiu trzy razy: w Bogu, w ojczyźnie i w swojej żonie. Za każdym razem na zawsze. Do końca. Nie dziwi zatem, że był ogromnym autorytetem w całej rodzinie. Wyrocznią i ostoją. Powiernikiem wnuków, szczególnie Leszka. Babcia Lili miała swoje życiowe korzenie głęboko zapuszczone w życiodajnej ziemi solidnej edukacji, która karmiła umysł; w skale tradycji – ta była oparciem dla kręgosłupa moralnego; w zdrojach zbawienia – żeby wszystko, co jest, miało sens ostateczny. Tak, była przyjaciółką Boga. Nie dziwi zatem, że chociaż dzieje obu rodzin pełne były dramatycznych doświadczeń: biedy, wojny, wywózki czy wreszcie komunizmu – ostatecznie ze wszystkich tych prób wyszli zwycięsko. Dowód?

Leszek i Liliana – „genetycznie obciążeni” miłością, która wciąż chce więcej i więcej. Niespokojni – dopóki ich serce nie spocznie w Panu. Całe. Bez reszty. Ale nie od razu. Bo wpierw byli zaledwie niedzielnymi katolikami. Kiedy pobrali się w roku 1975, zgodzili się, że takie życie im wystarczy. Niedzielnych letniaków.

Zapalniki – bez nich ani rusz

Jednak gdy wzięli udział w pielgrzymce do Częstochowy, poznali inny Kościół. Dni spędzone na modlitwie i rozważaniu Słowa, przeżywane w obecności Pana i w braterskiej bliskości obcych sobie ludzi, zadziałały jak katalizator. Bo to już był czas zapalników. Kiedyś niepotrzebnych, bo były tradycja, przyzwoitość, powinność i honor. To z ich powodu człowiek był wierny: Bogu, ojczyźnie i ludziom. Jednak odkąd „nowoczesność” oznacza zerwanie z tradycją, dystans wobec autorytetów i samowolę – to, co głębokie i duchowe, musi być odkryte osobiście. W zderzeniu z Żyjącym. Dlatego zdarza się o wiele rzadziej niż kiedyś. – Po pielgrzymce szukamy wspólnoty, która podprowadzi nas do Jezusa. Znajdujemy ją, to Domowy Kościół. Tutaj doświadczamy łaski nawrócenia i w konsekwencji zaczynamy służyć rodzinom. Trwa to trzydzieści lat – mówi Lila. – Kiedy słyszymy „wypłyń na głębię” – trafiamy na rekolekcje ignacjańskie. Przez cztery lata uczymy się innego patrzenia na życie, na jego sens i wartość. Za każdym razem, gdy wracamy po ośmiu dniach ćwiczeń duchowych do domu, widzimy, że tak jak dotychczas dłużej żyć już nie możemy.

Mateuszu – zostaw to!

– Ja, inżynier konstruktor, także Boga szukałem za pomocą wymiernych wskaźników: jeżeli jesteś żywy. To odpowiesz na nasze problemy. Ten warunek wydawał mi się uczciwy i racjonalny. Przekonaj mnie, a zaryzykuję zawierzenie się Tobie. On jednak się tym nie przejmował i z roku na rok przygotowywał mnie do Abrahamowej decyzji: porzucenia wszystkiego i wyruszenia w nieznane – wspomina Leszek. Szczytem Bożego: „Zaryzykuj, a się przekonasz”, była historia powołania Mateusza. – Jestem jak on: zmęczony swoim biznesem, gromadzeniem majątku, budowaniem pozycji, swojego „ja” – pomyślałem, a zaraz potem poraziło mnie olśnienie: to nie ma sensu! Nie żyję, ale kręcę się wokół, nie znam smaku radości i pokoju – jak niewolnik – odkryłem z goryczą. – Leszek wraca pamięcią do czasu, gdy rodził się do nowego życia. Wciąż jednak nie wiedział, co dalej. Dzielił się swoimi rozterkami z Lilą, ona go rozumiała i wiedziała, że cokolwiek Pan wymyślił, oczekuje tego od nich obojga, wszak są jednym ciałem z Jego woli. Wreszcie Żyjący wyłożył karty na stół. „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj swój majątek i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem wróć i chodź za Mną”. – Nie chciałem odejść zasmucony, jak tamten młodzieniec. Wszystko tylko nie to. „Chcę wreszcie poczuć tę wolność, o której słyszałem od dzieciństwa. Chcę się przekonać, jak to jest posiąść największy skarb swojego życia” – krzyczało we mnie – mówi Leszek.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6