Perspektywa

Dziś subiektywny przegląd prasy na temat dobra. W różnych wymiarach.

Reklama

Początek listopada. Dni, w których myślimy o zmarłych. W których powraca temat śmierci i sensu życia na ziemi. W dzisiejszej prasie kilka obrazków z naszej codzienności.

Tekst pierwszy. Rzeczpospolita. Ludzie 30- i 40- letni masowo lądują u psychiatrów i kardiologów. Powód: praca ponad normę, kredyty i strach przed bezrobociem. Do tego trzeba dodać brak bliskich relacji z drugim człowiekiem. Trudno nawiązuje się relacje w biegu.

Tekst drugi. Gazeta Wyborcza. Marnujemy jedzenie. I prywatnie i w sklepach czy centrach handlowych. Można by je rozdać. Ale rozdawanie kosztuje dodatkowo. Więc rozdaje się nielegalnie. Ale rozdaje. To cieszy.

Materiał na pierwszej stronie Gazety. O ludziach namówionych na długoterminowe polisy i nieprecyzyjnych umowach. Trzeba patrzeć, co się podpisuje. Prawda. Ale ktoś, kto zataja ważne informacje namawiając na podpisanie umowy, ze świadomością że chodzi często o oszczędności życia, odpowiada za to, co robi. Jeśli nie wobec prawa, to na pewno z punktu widzenia moralnego.

Prof. Hartman w Gazecie Wyborczej staje „w obronie” Boga. „Jakbym był Bogiem, tobym uszy zatykał, żeby nie słyszeć tych waszych wielbień, lamentów i modłów. Jak można wierzyć w Boga i tak go dręczyć, tak się mu ciągle narzucać?”

Cóż, prof. Hartman Bogiem na szczęście nie jest i cierpliwości do ludzi mieć nie musi. Ale marnie brzmi w tym kontekście zdanie, że dobro wystarczy za wszystko. Nie ma dobra bez cierpliwości i współczucia. Nie ma dobra bez otwarcia na drugiego człowieka. Chyba że chodzi o dobroć dla siebie samego. Ewentualnie dla zwierzątek.

Zgadzam się: liczy się dobro. Dostrzeganie drugiego człowieka i jego potrzeb. Tworzenie więzi. Czasem wymaga rezygnacji z wykorzystywania pracowników dla zysku i permanentnego łamania przepisów prawa pracy. Czasem każe nakarmić głodne dzieci, których oboje rodzice piją. Za darmo. A jeśli przepisy na to nie pozwalają, trzeba zmienić przepisy, bo nie mogą stawiać tamy dobru. Czasem zabrania namawiać staruszkę na włożenie na długoterminową polisę wszystkich oszczędności. Nawet jeśli jest najłatwiejszą klientką, bo łatwiej uwierzy słowom niż niejasnym zapisom prawnym.

Indywidualne odczucie: „to jest dobre” czasem skutkuje potworną podłością. Czyjąś krzywdą. Samotnością, pogruchotanym życiem prywatnym (wymaga czasu!), głodem dziecka czy tragedią starszej pani, która nagle straciła potężną część niewielkich oszczędności. Jesteśmy odpowiedzialni za to co robimy i czego nie robimy innym. Warto pomyśleć o tym w perspektywie śmierci. Nie ma znaczenia, czy chodzi nam o zbawienie, czy tylko o dobro.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6