Skryci komentatorzy

Sobór Watykański II był największą do czasu wyboru Jana Pawła II próbą infiltrowania Kościoła przez tajne służby obozu komunistycznego.

Reklama

Sobór budził zainteresowanie nie tylko jako miejsce dyskusji decydującej o przyszłości Kościoła, ale także jako ważne miejsce spotkania Wschodu z Zachodem. Dla świata podzielonego zimną wojną miało to kapitalne znaczenie. Komuniści zauważyli, że szukając dialogu ze światem, Kościół modyfikuje swoją twardą ocenę komunizmu, zawartą w dokumentach Piusa XI oraz Piusa XII. Pojawiła się więc pokusa, aby reformy soborowe wykorzystać dla legitymizacji własnego systemu oraz akceptacji pojałtańskiego status quo w Europie i na świecie.

Nie drażnić bestii

Zachód bał się konfrontacji ze Związkiem Sowieckim i pogląd ten był bliski także Janowi XXIII, który – zwłaszcza od czasu kryzysu karaibskiego w październiku 1962 r. – starał się zajmować stanowisko niezależnego autorytetu moralnego, ułatwiającego dialog między supermocarstwami. Również wzrost siły politycznej włoskiej partii komunistycznej nakazywał papieżowi szukanie porozumienia z systemem, który znajdował się wówczas u szczytu swej potęgi. Podczas spotkania z ambasadorem rządu RP na uchodźstwie Kazimierzem Papée Jan XXIII streścił sens wschodniej polityki Watykanu słowami: „Nie możemy drażnić bestii”. Nie wróżyło to nic dobrego blisko 50 mln katolików cierpiących prześladowania za wiarę. Papież czynił starania, aby w soborze uczestniczyła także delegacja rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Po wielu problemach zjawili się dwaj przedstawiciele Patriarchatu Moskiewskiego: Witalij Borowoj i Władimir Kotlarow. Obaj nie tylko reprezentowali Cerkiew, zależną w każdym calu od Kremla, ale byli wprost informatorami sowieckiego wywiadu. Ich przybycie poprzedziły tajne pertraktacje w Metzu z abp. Nikodemem, metropolitą leningradzkim oraz agentem KGB. Ze strony katolickiej w rozmowach brał udział kard. Eugène Tisserant, odpowiedzialny za Kongregację ds. Kościołów Wschodnich. Stronie sowieckiej miano zagwarantować, że nie dojdzie na soborze do potępienia systemu komunistycznego ani sowieckiej polityki wyznaniowej.

Warszawa wchodzi do gry

Przed rozpoczęciem soboru w Departamencie IV MSW powstał plan systematycznego pozyskiwania informacji o jego przebiegu, a także informowania o nim przez polskie media. Instrukcje w tej sprawie były jasne: wycinać wszystkie głosy krytyczne na temat sytuacji wyznaniowej w krajach socjalistycznych oraz wspierać tzw. reformatorskie skrzydło w Kościele, piętnując tradycjonalistów jako największe zagrożenie dla Kościoła, ale także międzynarodowego ładu. Informatorzy bezpieki wywodzili się z kilku kręgów: byli to przede wszystkim peerelowscy dyplomaci, którzy mieli swobodny dostęp do materiałów soborowych oraz często spotykali się z przedstawicielami Kurii Rzymskiej. Szczególnie użyteczni byli dyplomaci pod przykryciem, czyli w istocie funkcjonariusze wywiadu PRL, których w korpusie dyplomatycznym akredytowanym w Rzymie nigdy nie brakowało. To oni „obsługiwali” lokalne źródła, czyli spotykali się z tajnymi współpracownikami przebywającymi w Rzymie. Ważną rolę w zdobywaniu informacji odgrywali też korespondenci komunistycznej prasy, akredytowani w Rzymie. Jednym z najbardziej wpływowych był Ignacy Krasicki, wieloletni korespondent polskiej prasy i radia w Rzymie, którego analizy lądowały w kierownictwie państwa. Wiedział sporo, gdyż dysponował rozległą siatką kontaktów, zarówno wśród polskiego duchowieństwa przebywającego na soborze, jak i wśród emigracji.

Wiedeńskie rozmowy

Jednak najważniejszym źró- dłem informacji było kilku duchownych pracujących w Watykanie, którzy szczegółowo informowali o zakulisowych rozmowach toczonych na soborze. Dla uniknięcia dekonspiracji tych agentów, nie byli oni prowadzeni przez nikogo z rzymskiej rezydentury wywiadu PRL, ale na spotkania z nimi przyjeżdżał oficer bezpieki z Warszawy. Był nim mjr Konrad Straszewski, jeden z najlepszych specjalistów od spraw kościelnych, który zakończył karierę w stopniu generała. W tej akcji podejmowano nadzwyczajne środki ostrożności. Z najważniejszymi spośród swych informatorów Straszewski spotykał się nie w Rzymie, ale w Wiedniu, a jako że znał język włoski, nie można wykluczyć, że miał kontakty nie tylko z Polakami. Postacią kluczową w tej rozgrywce prowadzonej przez bezpiekę był prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, którego każdy krok w Rzymie był uważnie śledzony i analizowany. Bezpiekę irytowało, że kard. Wyszyński zarówno w kraju, jak i w Rzymie zwracał uwagę na tymczasowość systemu komunistycznego i przekonywał, iż to właśnie w „katolickiej Polsce” będzie początek końca ustroju komunistycznego. Jeśli uwzględni się fakt, że słowa te zostały napisane w raporcie bezpieki z maja 1965 r., trudno przejść obojętnie obok dalekowzroczności prymasa Polski i trafności jego analiz. Bezpieka wiedziała także, że kard. Wyszyński starał się podczas soboru zabiegać o prawa Kościoła katolickiego w krajach socjalistycznych oraz upominał się o wsparcie dla chrześcijan w Związku Radzieckim.

Prowokacja

Znaczenie kard. Wyszyńskiego na soborze spowodowało, że bezpieka przygotowała przeciwko niemu szereg prowokacji. Każde jego wystąpienie było krytycznie komentowane w prasie polskiej i zachodniej. W relacjach polskich mediów przedstawiano kard. Wyszyńskiego jako skrajnego integrystę, przeciwnego wszelkiej reformie soborowej.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Ignatz
    23.10.2012 08:29
    Zastanawia mnie jedno, skoro komunistyczny aparat "wpływu" z bloku wschodniego miał taki - co niezaprzeczalne - niemały wpływ na liderów przewielebnego gremium soborowego, to naiwnością byłoby sądzić, że inne środowiska nacisku np. masoneria czy lobby żydowskie darowałyby sobie taką niepowtarzalną okazję, aby ugrać jak najwięcej na swoją korzyść, czyli osłabić i zdezorganizować swojego wroga tj. Kościół katolicki. Niestety badań i udokumentowanych publikacji w tym kierunku idących, tj. o agentach wpływu tych środowisk przy przedstawicielach kolegium soborowego pochodzących z Belgii, Francji, Holandii czy Niemiec nie uświadczysz. A "krzątało" się ich przy przedstawicielach tamtejszych episkopatów nie mało, udając bądź to "szczerze i przyjacielsko zatroskanych" lub "niedawno dogłębnie nawróconych".
  • nirs
    19.11.2012 14:13
    Odważny materiał, zapewne autorowi się oberwie za "niepokojenie prostaczków".
    Przyzwyczajono ludzi do zachwytów około-soborowych.
    Niestety takie teksty mają braki.
    Spontanicznie rodzi się zawsze pytanie, kim byli ci ludzie i jakie stanowiska piastują dziś.
    Niestety takie pytanie jest uważane za niestosowne.
    Tolerujemy ich w kościele, zgadzając się na to, by dalej robili swoją krecią robotę.
    Ciekawe jakie kariery zrobili w kościelnych strukturach i w jakie godności obrośli.
    Niestety takich pytań nikt obecnie nie postawi, a to z szacunku, a to dla dobra wiernych czy kościoła, czy zwyczajnie ze strachu.
  • katolik
    19.11.2012 14:28
    SW II był kierowany przez diabła a nie Ducha Świętego.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9