Furtka na dziedziniec pogan

O prawdziwym dialogu i idei dziedzińca pogan z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Piotr Legutko.

Reklama

Piotr Legutko: Kto wymyślił „dziedziniec pogan”?

Bp Grzegorz Ryś: – Papież Benedykt XVI. Trzy lata temu zaproponował tworzenie takich miejsc spotkania wierzących i niewierzących. A ściślej: tych, którzy wyznają jakieś wartości duchowe, i tych, którzy ich nie wyznają. Dał dobry przykład, zapraszając takie grono na spotkanie do Asyżu. Samą nazwę można też tłumaczyć jako „dziedziniec ludów” – wtedy może być łatwiejsza do przyjęcia dla niektórych ludzi. Nie ma ona zresztą na celu jakiegokolwiek etykietowania – nawiązuje jedynie do planu świątyni jerozolimskiej, która była systemem dziedzińców. Na dziedziniec ludów mieli wstęp ludzie nienależący do narodu wybranego. Poganin, wchodząc tam, miał poczucie, że jest u siebie, a jednocześnie w obszarze sakralnym. Co więcej, żaden religijny Żyd nie miał zamiaru go stamtąd wypraszać. Było to zatem miejsce spotkania ludzi należących i nienależących do Ludu Bożego.

Jaki jest cel takiego spotkania?

– Benedykt XVI mówi wyraźnie, że dziedziniec pogan nie jest inicjatywą ewangelizacyjną. To ważne, bo wielu ludzi umieszcza ją w kontekście nowej ewangelizacji. Jeśli już, to jest to działanie preewangelizacyjne, próba poszukiwania wspólnego katalogu wartości, przy których możemy się spotkać z ludźmi niezależnie od wyznawanej – lub nie – przez nich wiary. Poza Włochami udało się to już w Paryżu czy Tiranie. Zazwyczaj takie miejsca spotkań kreują środowiska uniwersyteckie.

A czy w dzisiejszej Polsce jest możliwa taka spokojna i zrównoważona rozmowa w przestrzeni publicznej?

– Jestem przekonany, że tak. Rozmowy na styku religia i społeczeństwo także w Polsce udają się właśnie na uniwersytetach. Co ciekawe, o wiele łatwiej jest je tam organizować niż w środowisku ściśle kościelnym. W Krakowie chcemy to robić z Uniwersytetem Jagiellońskim, który ma w tej dziedzinie tradycje niewyobrażalne. Zawsze w takich sytuacjach przypominam sobie tekst Pawła Włodkowica, który komentuje 10. rozdział Ewangelii św. Jana, kiedy Chrystus mówi: „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni”. Włodkowic odnosi te słowa wprost do ludzi, którzy nie są w Kościele: nie są owcami Kościoła, ale są owcami Chrystusa! A więc powinniśmy mieć poczucie wspólnoty z nimi – wspólnoty, która jest zakorzeniona w Chrystusie.

Nie obawia się Ksiądz Biskup zarzutów, że taki dziedziniec to działania doraźne, powierzchowne?

– Nie obawiam się, ponieważ nam nie chodzi o coś jednorazowego, lecz o otwarcie przestrzeni dialogu, która będzie trwać. Będzie rozmową rozłożoną na miesiące, może lata. Takie jest też myślenie kard. Ravasiego, kierującego fundacją promującą dziedzińce pogan. Kardynał daje się zaprosić tylko wtedy, gdy ma przekonanie, że chodzi o coś trwałego, a nie jednorazowy, medialny fajerwerk.

Czy jest jakiś konkretny pomysł na polską edycję dziedzińca pogan?

– W Polsce powstanie zapewne wiele wariantów dziedzińca – ja mogę mówić jedynie o propozycji krakowskiej. Zastanawiając się nad nią, rozmawiałem z wieloma osobami z naszego środowiska akademickiego. Najbardziej inspirująca była dla mnie rozmowa z prof. Czesławem Porębskim, który przypomniał, że przecież „myśmy to już mieli” w polskim Kościele w latach 70. Wtedy był on niemal w całości takim dziedzińcem pogan. Przychodzili do Kościoła ludzie niewierzący, bo też i nie mieli za bardzo gdzie iść, jeśli chcieli się opowiedzieć za konkretnymi wartościami, takimi jak wolność, polskość, niepodległość. Co więcej, mieli prawo w Kościele o tym mówić i wyrażać siebie.

Potwierdzi to każdy, kto pamięta nie tylko lata 70., ale także czas stanu wojennego.

– Co ważne, Kościół nie był wtedy miejscem monologu, lecz dialogu. Nie zapraszaliśmy ludzi niewierzących na zasadzie: możecie sobie tu przyjść i posłuchać, co mamy wam do powiedzenia. My w Kościele też byliśmy wtedy zainteresowani tym, jak ludzie niewierzący przeżywają te wartości, co one dla nich znaczą, jak je definiują. To było dla nas również ważne i inspirujące.

A dziś brzmi trochę nierealnie, jak opowieść z zamierzchłej przeszłości.

– Trudno za takim dialogiem nie zatęsknić, patrząc, jak wyglądają dziś pod tym względem społeczeństwo polskie i Kościół. Stąd też ostatecznie wykreował się pomysł spotkania dwóch pokoleń, tamtego, z lat 70. i 80., które wykazało zdolność rozmowy i budowania wspólnoty wartości w przestrzeni wykreowanej przez Kościół, oraz pokolenia ich następców, którzy przecież chętnie się na poprzedników powołują jako na swoich mentorów. Chcielibyśmy, aby w naszej, krakowskiej, edycji dziedzińca pogan 20 czerwca te dwa pokolenia siadły przy jednym stole i porozmawiały o tym, dlaczego coś było możliwe 30 lat temu i w jakich warunkach byłoby możliwe dzisiaj. Czy synowie podzielają katalog wartości własnych ojców, czy ten katalog się zawęził, a jeśli tak, to do jakich wartości.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10